|
Jedne z pierwszych scen pierwszej części trylogii
Władca Pierścieni były kręcone w sosnowym lesie na zboczach góry Mt.Victoria,
właściwie w samym Wellington. Również tu znajdują się liczne studia filmowe
zajmujące hangary, gdzie kiedyś były różnego rodzaju warsztaty. Nie ma w tym
żadnego hollywoodzkiego zadęcia i jeżeli ktoś nie wie, że właśnie mija miejsce,
gdzie odbywa się cała postprodukcja wraz z efektami specjalnymi, nigdy się tego
nie domyśli. To zupełnie zwykłe budynki w jednej z dzielnic Wellington. Obecnie
w Nowej Zelandii kręci się mnóstwo filmów, jako że przyrodniczo ten kraj może
zapewnić wszystko – od lasów tropikalnych, przez śniegi i górskie pejzaże, do
turkusowej wody jak na wyspach Pacyfiku.
Kraina elfów, Rivendell, w rzeczywistości znajduje się około 40
minut drogi od Wellington, w lesie tropikalnym będącym częścią parku
krajobrazowego, jakich jest tu dużo. Są wyznaczone miejsca kempingowe, można
rozbić namiot, zaparkować samochód, są sanitariaty. Nie ma za to śmietników,
ale nie ma również śmieci – każdy turysta zabiera ze sobą wszystkie puste
opakowania. Wszyscy bardzo troszczą się o nowozelandzką przyrodę i są z niej
naprawdę dumni. Wellington zaopatrywane jest w wodę z pobliskiej rzeki oraz
zbiorników retencyjnych gromadzących wodę deszczową. Nie ma przemysłu, nie ma
więc zanieczyszczenia, a wodę można pić prosto z kranu.
Lasy Nowej Zelandii są bardzo bezpieczne – nie ma tu jadowitych
węży ani trujących roślin. Nie prowadzi się również gospodarki leśnej –
wycinanie rodzimych gatunków drzew jest zabronione. Natomiast drewno niezbędne
w gospodarce uzyskiwane jest z plantacji północnoamerykańskiego gatunku sosny.
Ponieważ nie ma tu zimy, jest dużo wody i łagodny klimat, drzewa rosną cztery
razy szybciej niż gdzie indziej, więc po 20 latach można je już wycinać i sadzić
nowe. W Europie trzeba czekać na ten sam efekt ok. 80-120 lat.
Tekst i zdjęcia: Milka Jung
|